(coś) o mnie

Kosteczka to ja!

Choć miewam w życiu epizody, w czasie których bardziej przypominam kulę niż kostkę, to fakty są jednoznaczne. Nazywam się Edyta Kostka – a co za tym idzie – nazwa tej strony nie jest przypadkowa.

Ogromna miłość do języka czeskiego

Nie to, żebym była zarozumiała i, z moim marnym bagażem podróżniczym, chciała udawać, że świat został zwiedzony przeze mnie wzdłuż i wszerz. Wręcz przeciwnie! Czeskie ‚v kostce’ oznacza najzwyczajniej ‚w skrócie/w pigułce/w paru słowach’. Nawet nie wyobrażacie sobie jaka byłam dumna, gdy dowiedziałam się o tym po zakupieniu książki do nauki języka naszych południowych sąsiadów. Miało to miejsce w 2015 roku kiedy studiowałam w Pradze (tak, w tej czeskiej) polonistykę (brzmi absurdalnie, biorąc pod uwagę, że wyjechałam w tym celu z Polski). Cóż… do napisania była praca magisterska i człowiek chciał jakoś umilić sobie codzienność. Knedliki, czeskie piwo, zwiedzanie Pragi szlakiem David Černého – czego chcieć więcej? Nic dziwnego, że właśnie tam zaczęła się moja bezgraniczna miłość do tego języka. Cestování je můj koníček! Od razu jakoś raźniej 🙂 I choć „w trzech zwrotkach życia nigdy nie opowiesz” to tutaj, w mniejszym bądź większym skrócie, mogę opisać moje podróżnicze doświadczenia.

Choć goni nas czas

Za tři roky bude mi třicet! Magiczna trójka z przodu zbliża się nieubłaganie. Chcąc nie chcąc, nie jestem już po dwudziestce, lecz przed trzydziestką (jedno i drugie na ‚p’, ale wersja pierwsza zdecydowanie bardziej przypada do gustu – oczywiście bez ‚nie’ na początku). Przez te 27 lat nazbierało się na moich komputerach mnóstwo zdjęć. W większości tych samych, z których można by ułożyć film poklatkowy. Niekoniecznie jednak było to moim zamysłem, kiedy waliłam fotki jedna po drugiej, modląc się w duchu, aby coś wyszło na tym moim nędznym telefonie (przepraszam – cudzie techniki starożytnej). Naprawdę chciałam porządkować własne, z reguły niezbyt udane, fotografie. Chcieć jedno, robić drugie. I stąd właśnie pomysł na stronę. Bo zdjęcia, jakiekolwiek by nie były, to wspomnienia moich przeżyć z podróży, a pamięć…bywa krótka.

P.S. Tytuł tego nagłówka to jednocześnie tytuł filmu (ang. The Bucket List). Gdybym miała opisać go jednym zdaniem to napisałabym: lepiej późno niż wcale, ale dlaczego by nie zacząć wcześniej? Dlatego właśnie jestem tady a teď, czyli tu i teraz!

A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój

Na pytanie „jaki jest Twój ulubiony zespół” zawsze odpowiadam: BUDKA SUFLERA! Głos Krzysztofa Cugowskiego uważam za najlepsze męskie brzmienie sceny polskiej. W dźwiękach tych zakochana jestem od 1999 roku, kiedy to po raz pierwszy pojechałam z rodzicami i bratem nad morze, do urokliwej miejscowości Pustkowo. Całą drogę, którą przemierzaliśmy Polonezem, słuchaliśmy kupionych przez Tatę płyt Budki. Muzyka ta od samego początku kojarzy mi się z podróżą – najpierw towarzyszyła mi w przemieszczaniu się z punktu A do punktu B, a teraz po prostu w życiu, a więc w tej najdłuższej wyprawie, jaką dane mi było rozpocząć.

Cytat, który pojawia się na zdjęciu dla tej strony, pochodzi z utworu Życie co dzień wiersze pisze. Z kolei nagłówek tego akapitu to fragment piosenki Jest taki samotny dom. Autorem tekstów w obu przypadkach jest Adam Sikorski, który napisał je dla mnie, nie wiedząc jeszcze o moim przyszłym istnieniu (tak sobie to tłumaczę, gdy znajduję w nich swoje kolejne życiowe motta).

Muzyka z gór

Jedną z podróży, która trwa już 13 lat, jest moja działalność w reprezentacyjnym zespole Ustronia o dumnie brzmiącej nazwie Estrada Ludowa „Czantoria”. Folklor Ziemi Cieszyńskiej chwyta mnie za serce od kiedy świadomie myślę, a możliwość pielęgnowania tradycji moich przodków daje mi poczucie szczęścia i spełnienia. Wspólne muzykowanie z ludźmi, którzy są dla mnie jak rodzina, niejednokrotnie sprawia, że ciarki przechodzą przez najbardziej zaciemnione miejsca na moim ciele (if you know what I mean…). Co więcej! Pierwsze wyjazdy za granicę „zaliczyłam” właśnie z „Czantorią ”. Najpierw Słowacja, Czechy, Niemcy, a później coraz dalej – Bułgaria, Włochy, Chorwacja, Węgry, Austria, Litwa i Łotwa. W moich żyłach z całą pewnością płynie góralska krew, a co za tym idzie – i pojeść, i popić, i pośmiać się, i popłakać, i poopowiadać, i pośpiewać, i porzucać mięsem (jak trzeba).

Ustrońskie Dożynki 2016 – ta kolorowa postać z mikrofonem w ręce to ja w oryginalnym stroju cieszyńskim

Żeby nie było

Żaden ze mnie znawca. Większość z moich podróży była przez kogoś zorganizowana od początku do końca. Dopiero w 2017 roku zaczęłam sama planować swoje wycieczki. Punktem przełomowym był udział w programie Camp America, dzięki któremu wyjechałam na niemal 3 miesiące do Stanów Zjednoczonych. Wtedy właśnie, wraz z moją przyjaciółką, kupiłam swój pierwszy bilet lotniczy (mam na myśli, że nikt za mnie tego nie zrobił, jak bywało wcześniej). Podróż do miasteczka Susanville w Kalifornii trwała niemal 40 godzin (wliczając dojazd do Warszawy i wszystkie przesiadki oraz oczekiwanie na zmianę środka transportu). Od tego momentu nie jest mi straszne podróżowanie polskimi kolejami. 😉 Choć zdecydowanie wolę te czeskie (o tym napiszę szerzej à propos przemieszczania się po Czechach). Wyprawa do Ameryki uświadomiła mi jak bardzo lubię przygotowania do podróży. Mam na myśli planowanie zwiedzania, a nie zakupy i pakowanie – za tym akurat nie przepadam. Zawsze przed wyjazdem siadam z google maps i wspólnie z nim przechodzę trasy, na których za jakiś czas staną moje stópki. Robię screeny, papierowe notatki i szykuję się do tego, by nie włączać nawigacji, jeśli nie będzie takiej potrzeby. Próbuję zapamiętywać nazwy ulic, punkty orientacyjne, czasem nawet rysuję sobie mapki. Brzmi przerażająco, ale tak właśnie jest. Dzięki takiemu grzebaniu w Internecie i byciu trochę do tyłu z techniką, przyjeżdżając do danego miejsca naprawdę wiem gdzie jestem, na co mogę sobie pozwolić i na co powinnam uważać.

Yourself (to be)

Trochę odwróciłam kolejność, ale takie ułożenie tytułów nagłówków służy konkretnej idei. Jaka jestem? Kiedyś zdecydowanie łatwiej byłoby mi odpowiedzieć sobie na to pytanie. Napisałabym po prostu, że jestem optymistką z pozytywnym nastawieniem do świata i ludzi. Niestety, pewne wydarzenia z życia spowodowały, że ściągnęłam różowe okulary, zapominając jednocześnie o tym, że jeśli nie myślimy dobrze, to dobrze nie będzie też w naszym życiu.  Dlatego powoli uczę się od nowa widzieć kolorowo. Dostrzegać małe piękności, cieszyć się każdym porankiem, wstawać zawsze prawą nogą, nie przejmować się na zapas, zasypiać z uśmiechem na ustach i z wolną od niepotrzebnych myśli głową.

Co daje mi „bycie w podróży”? Jeżeli wyjazd organizuję sama to mieszają się dwa uczucia: strach i radość/ekscytacja. Jedno i drugie dotyczy „nieznanego”, które może nam być zarówno przychylne, jak i wrogie. I nie chodzi mi o to, aby zakładać czarne scenariusze, ale raczej o zachowanie zdrowego rozsądku i wsłuchanie się w swój instynkt. Zawsze staram się również pamiętać, że w obcym kraju jestem tylko gościem. A gość do wyjścia powinien być przygotowany. Ubrany w odpowiednie buty, strój, znający savoir-vivre odwiedzanego.

Podróże są dla mnie przeżyciem, a co za tym idzie – przeżywam je. Niby oczywiste, ale jednak nie do końca. Ja – dosłownie – żyje swoimi wyjazdami. Dana wyprawa to nie tylko ten tydzień, dwa czy kilka miesięcy spędzone poza Ojczyzną. To cały proces, na który składa się przygotowanie do opuszczenia miejsca zamieszkania, bycie w punkcie docelowym, a po powrocie – przeżywanie na nowo tego, co udało się doświadczyć. Przeglądanie zdjęć, wspominanie poznanych smaków,  zaduma nad mentalnością spotkanych tam ludzi, zdawanie relacji rodzinie i znajomym. Do dzisiaj pamiętam słowa mojej – wtedy – prawie osiemdziesięcioletniej babci, która po streszczeniu jej pobytu w Stanach stwierdziła: „tak to ładnie opowiedziałaś, że już nawet nie muszę tam lecieć, czuję się, jakbym tam była razem z Tobą”. Wtedy zdałam sobie sprawę, że moje przeżycia mogą być źródłem radości także dla innych. Albo inspiracją, albo motywacją, albo – po prostu – historią widzianą z innej perspektywy niż perspektywa własnych oczu 🙂  

„Być sobą” – czyli? Posiadać własne zdanie, własny gust i własny system wartości. Przy zachowaniu zasady:

„Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka.” Alexis de Tocqueville

A ja? Mam otwarty umysł, który czasem długo zbiera się do jarzenia. Przyjmuję krytykę, ale raczej tylko tę konstruktywną. Nie lubię, gdy zwraca mi się uwagę (co nie oznacza, że nie powinno się tego robić), nie umiem kłamać. Lubię dawać komplementy (może nawet bardziej niż je dostawać). Wystrzegam się hipokryzji. Uwielbiam moich przyjaciół, przy których rosną mi skrzydła. Kocham moją rodzinę, bez której nie chciałabym żyć. Każdego dnia dziękuję za wspaniałe Dusze, które pojawiły się na mojej drodze. Marzenie? Być dla nich takim oparciem, jakim oni są dla mnie.

Čurající fontána, czyli rzeźba Davida Černého w Pradze. Grunt to mieć do siebie dystans!

Ćwierćmyśl

Choć napisałam wiele, to jest to tylko ćwierćmyśl tego, co miałam na myśli. Resztę przemycę między wierszami w opisach podróży.

Pierwsze literki nagłówków układają się w idealną całość, w bezdyskusyjne KOCHAM ŻYĆ.

Kosteczka