Polignano a Mare

Włoska przygoda – część I, czyli jak dolecieć do Bari, gdzie spać, jeść  i co zwiedzać 

plaża Lama Monachille - podróże - włochy - polignano a mare
Lama Monachille – plaża i most (widok z tarasiku w historycznej części Polignano)

Od początku

Czterodniowy wypad na południe Italii, ściślej do Apulii – regionu, będącego obcasem włoskiego kozaczka na mapie świata – był jednym z tych „na własną rękę“. Wraz z przyjaciółką od dłuższego czasu miałyśmy ochotę na krótki, i jednocześnie nierujnujący naszych kieszeni, urlop. Poszukiwania zaczęłam od fly4free.pl, które często stanowi dla mnie inspirację w kwestii ustalenia celu podróży. Nigdy nie miałam ogromnego parcia na to, aby zobaczyć jakiś konkretny kraj, ponieważ uważam, że każdy ma do zaoferowania coś, co na pewno mnie zachwyci. Dlatego też, kiedy zobaczyłam ceny biletów do Bari (lot z Katowic: 218 zł za osobę w obie strony), nie zastanawiałam się ani chwili. Podesłałam przyjaciółce odpowiednie linki, żeby po chwili otrzymać wiadomość: Edzia, lecimy!

Delikatne turbulencje

Loty zaplanowane były na 2 i 6 kwietnia w godzinach porannych. Dla dwóch kobiet pora idealna, co dodatkowo zachęciło nas do dokonania zakupu. Nie zniechęciłyśmy się nawet ograniczeniami związanymi z bagażem podręcznym, który zamykał się w magicznych cyfrach 40x30x20 cm i wadze do 10 kg. Linie lotnicze zmieniły ustalenia co do jego wielkości z początkiem listopada 2018, a w największym skrócie chodzi o to, że zamiast brać na podkład bezpłatną walizkę podróżną (55x40x23 cm) aktualnie można wziąć ze sobą wyłącznie plecak/torbę lub coś, co mieści się we wspomnianym, mniejszym, rozmiarze.  Uznałyśmy wówczas, że przyjmiemy to jako wyzwanie i może – chociaż raz – spakujemy wyłącznie potrzebne rzeczy 🙂 Nie zdecydowałyśmy się również na dopłacanie za miejsca obok siebie, bo skoro oszczędzać na bilecie, to przecież nie po to, żeby dopłacać i za bagaż, i za miejscówkę. Koniec końców, w obie strony siedziałyśmy ramię w ramię.

Turbulencje jednak zaczęły się przed odlotem, a o co właściwie chodzi? O zmianę dat i godzin lotów. Dokładniej na 1 i 6 kwietnia w godzinach wieczornych. Troszkę nas to zniechęciło, ponieważ w Bari miałyśmy wylądować około godziny 22:00, a jak wiadomo – jest wtedy ciemno, zimno i do domu daleko. Kolejny raz doszłyśmy do wniosku, że nie ma co zakładać czarnych scenariuszy. Poczytałyśmy jak najlepiej dostać się w nocy z lotniska do hotelu i okazało się, że na 99% jesteśmy w stanie to zrobić. Nawet po 40 % 🙂

Było kilka opcji – metro, kursujące do północy, busiki i autobusy,odjeżdżające z różnych lokalizacji przy lotnisku oraz taksówki, czekające na strudzonych podróżnych tuż przy wyjściu z lotniska. Gdyby nie późna pora na pewno zdecydowałybyśmy się na metro lub autobus, jednak jeszcze w Polsce postanowiłyśmy, że skorzystamy z najdroższej opcji dla spokoju naszych dusz. Dowiedziałyśmy się, że za taksówkę nie powinnyśmy zapłacić więcej niż 25 euro, więc kiedy uprzejmy pan kierowca po przedstawieniu mu lokalizacji naszego hotelu odrzekł tventy three euros, byłyśmy niemal pewne, że możemy do niej wsiąść. Pozostawało jeszcze jedno istotne pytanie, a mianowicie:

Ja: for two people, YES?

Nasz driver: for one, two, three, four.

Cudownie! Można było wsiadać. I teraz istotna uwaga – przed naszym wypadem słyszałyśmy, że kierowcy taksówek są między sobą dogadani i łatwo zostać oszukanym, że chodząc od taksówki do taksówki można usłyszeć horrendalne ceny. Nie wiem, może miałam szczęście, ale udało mi się za pierwszym razem nie trafić na taryfowego złodziejaszka, dlatego też plotek tych nie potwierdzam.

Zakwaterowanie

Cena noclegu, który znalazłyśmy na booking.com budziła podejrzenia od samego początku, ale nieskobudżetowy wypad rządzi się swoimi prawami. Kolejny raz podjęłyśmy ryzyko i kolejny raz był to strzał w dziesiątkę. Za cztery noce w hotelu znajdującym się właściwie 10 minut od centrum Bari (za które uważam już główną ulicę z Pradą, Coco Chanel, Marks&Spencer itd.) zapłaciłyśmy 50 euro – uwaga! – wraz ze śniadaniami. Śniadaniami okazały się przepyszna kawa i świeży croissant lub inna drożdżówka, podawane w kawiarni obok hotelu. Może wydać się to śmieszne, ale po pierwsze – Włosi jedzą śniadania na słodko, a po drugie – włoska KAWA! Czego chcieć więcej kiedy tuż za rogiem znajduje się SPAR, w którym można kupić bagietkę, serek z orzechami włoskimi, a później zjeść to jako drugie śniadanie nad morzem 🙂

włoska kawa i croissant - bari - jedzenie - włochy
Małe co nieco i KAWA ! Taki zestaw w Bari kupimy już za 1 euro!

Jeszcze w kwestii zakwaterowania. Na jednej ze stron internetowych znalazłyśmy nasz hotel na czarnej liście miejsc noclegowych w Bari. Bo głośno (tuż koło drogi), bo mało miejsca, bo obskurne pokoje, bo słabe śniadania. I co? Dokładnie tak było! Ale co z tego skoro spędzałyśmy tam tylko 8 godzin z całej 24-godzinnej doby? Zwłaszcza po naszych 20-kilometrowych spacerach nie miało to żadnego znaczenia. Łóżko wygodne, wi-fi śmigało, bagażu mało, więc nie zajmował miejsca. Prosecco ze sklepu i truskawki z targowiska na dobry sen! W moim przypadku jeszcze stopery, które towarzyszą mi każdej nocy. Wniosek: czytać opinie, nie uprzedzać się i nie obrażać, jeśli jest dokładnie tak, jak zostało to określone w ofercie.

Zwiedzanie – dzień 1

Pierwszy dzień naszego wyjazdu zdecydowałyśmy się spędzić w Polignano a Mare. Jest to miejscowość leżąca w prowincji Bari, oddalona od stolicy Apuli o niemal 40 kilometrów. Nie ma się więc co oszukiwać, że dojdziemy tam na piechotkę, a piękna plaża ukaże nam się niespodziewanie „tuż za rogiem”. Jeżeli nie zwiedzamy Włoch samochodem, co w Bari jest podobno dość uciążliwe ze względu na niewystarczającą ilość miejsc parkingowych, warto zapoznać się nieco z systemem działania i rozkładem jazdy czterech dworców kolejowych, które się tam znajdują.

Bari Centrale - świat v kostce - podróże
Przed wejściem na dworzec główny (Bari Centrale). Kierunek: Polignano a Mare!

Do Polignano a Mare dojechałyśmy przewoźnikiem Trenitalia z Bari Centrale, a więc głównego budynku dworca kolejowego, który do tego przewoźnika należy. Bilety kupiłyśmy w automacie za 2,5 euro. Ważne jest, aby pamiętać o ich skasowaniu przed wejściem do pociągu. Kasowniki wyglądały jak niebieskie grzybki, więc nie od razu udało nam się je zauważyć. Pomocną w ich zlokalizowaniu okazała się krótka obserwacja innych podróżujących.

Do budynku Bari Centrale wchodzi się od Piazza Aldo Moro, wejście główne znajduje się na wprost ogromnej fontanny. Tuż obok dworca jest mała kafejka i SPAR. Pociąg odjeżdżał akurat z pierwszego toru z płyty górnej (nie trzeba było schodzić po schodach), a w upewnieniu się czy wsiądziemy do odpowiedniego transportu pomogła nam miła Włoszka, pracująca w „przenośnym” punkcie informacji. Co ciekawe, chyba wyglądałyśmy na dość zagubione, bo pomocy chciał nam udzielić również ochroniarz, mówiący wyłącznie po… włosku 🙂 Na szczęście nie było to już konieczne, ale warto wiedzieć, że jeśli nie znamy tego języka, to pewnie jakoś dogadamy się na migi i metodą prób i błędów w końcu dojedziemy do miejsca docelowego.

Nie powinniśmy też zapominać, że na rozkładach jazdy znajdują się numery kursów i musimy wsiąść do tego pociągu, który jedzie do pożądanej przez nas miejscowości. Czasem kierunki są te same, ale dany pociąg nie zatrzymuje się na interesującej nas stacji, więc naprawdę warto śledzić te konkretne numerki i godziny odjazdów, aby nie wsiąść do takiego, który jedzie kilka minut wcześniej z tego samego toru, ale jednak nie tam, gdzie chcielibyśmy się dostać. Chyba że, jak Maryla Rodowicz, macie to w nosie i „ściskając w ręku kamyk zielony, patrząc jak wszystko zostaje w tyle” chcecie odjechać w siną dal, to śmiało – jedzie, gdzie dusza zapragnie 🙂

polignano a mare - plaża - lama monachille - włochy - podróż
Odwiedzając Włochy, zaczęłyśmy sezon na opalanie już w kwietniu.

Jeśli nie, to jeszcze chwilka w Polignano a Mare ze mną i moją przyjaciółką. Dojazd do tej malowniczej miejscowości zajmuje około 35 minut, więc nie ma co otwierać kanapek ze schabowym. Polignano a Mare to nadmorskie miasteczko w skale, a raczej w jaskiniach skalnych. Jego najbardziej charakterystycznym symbolem jest plaża schowana między klifami. To właśnie ona najczęściej pojawia się po wpisaniu w Google frazy ‘Bari’. Jak wspominałam na początku wpisu, nasz wyjazd przypadł na sam początek kwietnia, więc nigdzie nie spotkałyśmy się z tłumami ludzi. Na plaży w robieniu zdjęć towarzyszyły nam wyłącznie trzy Polki i zdechła ryba. Naprawdę.

Plaża Polignano a Mare - podróże
Widok na plażę z perspektywy 15-metrowego mostu.

My za to czułyśmy się jak ryby w wodzie! Plażę Lama Monachile podziwiałyśmy najpierw z 15-metrowego mostu o tej samej nazwie. Następnie zeszłyśmy bliżej wody i klifów, korzystając z tego, że nie opalały się tam setki golasów. Kolejnym punktem zwiedzania był pomnik Domenica Modugna, nieżyjącego już piosenkarza, który jednak w naszych sercach wciąż rozbrzmiewa radosnym – Volare, cantare! Tuż obok niego znajdują się schody prowadzące do skalnego tarasu widokowego, z którego można podziwiać plażę bardziej z perspektywy morza. Zwiedzanie włoskiej miejscowości nie obyłoby się bez zafundowania sobie pysznych lodów, z którymi zdecydowanie przyjemniej drepta się wzdłuż morza w kierunku innych plaż. Doszłyśmy jeszcze do Cala Paura, przy której znajduje się malutki sklepik ze świeżymi owocami morza. Niestety – nigdy za nimi nie przepadałam, a sam zapach przyprawia mnie o mdłości. Choć niezbyt dobrze to brzmi, to miło było popatrzeć na ludzi zajadających się małżami i popijających któreś z pysznych włoskich win. Zawsze marzyłam, żeby sama być bohaterką takiego widoku, jednak rzeczywistość i moje kubki smakowe pozbawiły mnie takiej możliwości.

cala paura - polignano a mare - plaża
Cala Paura – plaża z betonowym zejściem do wody
cala paura - plaża - polignano a mare - włochy
Widok na skalny tarasik pod pomnikiem Domenica Modugna

Z uwagi na to, że lody rozbudziły nasze apetyty, wróciłyśmy w stronę Centro Storico, aby coś przekąsić i z pełnymi siłami, a raczej brzuchami, wrócić do zwiedzania. Nasz wybór padł na restaurację primi&vini, oddaloną nieco od centrum miasta, ale tylko tam udało nam się nie zastać jeszcze siesty. Obie skusiłyśmy się na makaron orecchiette – ja z sosem arrabiatta, przyjaciółka z carbonara. Nie powiem, żeby był to posiłek na miarę gastronomicznego orgazmu, ale też nie miałyśmy mu wiele do zarzucenia. Ogólna ocena – za sprawą miseczki parmezanu i pysznego, typowego dla tego obszaru, wina o nazwie Negroamaro – dobry z plusem!

orecchiette - all'arrabiatta - włochy - jedzenie - podróże - bari
Zestaw idealny !
Centro Storico Polignano a Mare
Część historyczna Polignano

Resztę dnia poświęciłyśmy historycznej części Polignano a Mare, podziwiając m.in. znajdujące się tam urokliwe, wąskie uliczki, którym czaru dodają wypisane na budynkach cytaty sławnych osób. Jeśli przejdziemy przez historyczną bramę miasta, na pewno nic nas nie ominie. Trafimy wprost na Piazza Vittorio Emanuele, gdzie znajdziemy między innymi zabytkowy kościółek: Chiesa Madre di S. Maria Assunta. Odkryjemy także „delikatny tarasik” widokowy, z którego rozciąga się cudowny obraz wspominanej już plaży Lama Monachile. O tym, że warto się w tym miejscu zgubić chyba już nie trzeba pisać. Nas do punktów orientacyjnych przeważnie prowadziło Nastro Azurro, które dodawało złocistego blasku całodziennemu zwiedzaniu 😉  

cytaty w Polignano a Mare - świat v kostce - podróże
Cytaty w wąskich uliczkach Polignano
Cytaty w Polignano a Mare
Nie krytykuj czegoś, czego nie rozumiesz – Bob Dylan

Cdn.

Kosteczka

About admin

One thought on “Polignano a Mare

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *